Jezu, Ojcze, Duchu Święty...
Dziś to taka pierwsza noc i chwila w moim życiu, w której myślę o Tobie, a zarazem o Was. Piszę te słowa, a jednocześnie nie pojmuje ich znaczenia. Pragnę mimo to, rozłożyć swe dłonie i ramiona, by stanąć przed Tobą. I być nagim, nic nie mieć i nie widzieć tego, co widzę, bo wszystko to, mnie oszukuje - To znaczy próbuje to zrobić. Zbyt bowiem ufamy naszym oczom, naszym uszom, myślimy o nich jak by były tylko ludzkie, a one są połączone z duszą, z Tobą.
Żadko też zdarza mi się modlić by moje słowa były czyste, by moje myśli mogły ocalać te rzeczywistość. Kiedy bowiem wstaje rano pierwsza myśl zdradza, odsłania całego mnie.
Pragnę widzieć Ciebie, pragnę widzieć tysiące kwiatów które kładziesz przed moimi stopami każdego dnia, a ja często ich nie widzę, widzę za to zwiędłe liście, ludzkie liście.
Tylko ludzkie.
Zupełnie zapominam, że patrząc mam widzieć duszę, która istnieje, a nie ciało - tylko ciało. Ciało jednak jest pomostem do Ciebie.
Jest ono odbiciem tego wszystkiego czego się lękamy w sobie samym, Ty jednak mówisz by na nie spojrzeć i się nie przerazić.
Uczyniliśmy z Nim obraz rozpaczy, Ty jednak przywróciłeś mu godność całej duszy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz