Dziś dotknęła mnie myśl o wdzięczności, słowo dziękuję, dziękuję Boże, że mnie kochasz i jesteś w każdej sekundzie ze mną.
Jakże to cudowna myśl, że On jest zawsze, nieprzerwanie, jest bardziej i głębiej niż tlen, bez którego życie nie istnieje, jest bardziej obecny niż woda, bez której umieramy, a okazuje się, że prawdziwa śmierć to brak Jego.
Jakże pragnąłem być, być może w tej drodze męskiej skuteczności, być aktorem, a okazuje się, że On pragnie, bym widział, że już dawno przekroczył On we mnie znaczenia pewnych słów. Jako dziecko spędzałem godziny za dnia na śpiewie, myśląc, że nie będę w stanie w pełni głosu odkryć, a On wręcz pokazuje mi, że potrafię odkryć i uwolnić głos, słuchając siebie.
Przez wiele lat byłem niewolnikiem systemu edukacji, który mówi, że trzeba mieć szkołę, a okazuje się, że można przekroczyć edukację szkolną, widząc szerzej pewne rzeczy. Dlatego jakże złudne są porównywania, jakże ulegamy wymyślonym standardom.
Dlatego jakże ważnym pytaniem jest: czego pragniesz?
Często boimy się pragnień, bo próbujemy je włożyć w rzeczywistość czasu, nie jesteśmy cierpliwi i przypisujemy sprawom ludzkim metrykę, która równa często jest pokonaniu 10 metrów przez kurę znoszącą 5 jajek.
Jakże trzeba uważać, słuchając „profesorów, mistrzów”, bo sam tytuł czy doświadczenie nie oznaczają jeszcze mądrości i otwartego umysłu.
Trzeba się wsłuchać we własne serce i się go nie lękać. Nie myśleć o nim, że jest ciemne, a jednocześnie wiedzieć, że droga wymaga tego, byśmy byli dojrzali, że taka bądź inna umiejętność, czy też fach, wymaga mądrości, o niej rzadziej myślimy.
Widzimy umiejętność, widzimy tak zwany sukces, a nie zastanawiamy się i nie ma w nas podziwu nad mądrością, gdyż nawet nie wiemy, czy ktoś ją w ogóle posiada, tak jakby nie była potrzebna.


