piątek, 25 września 2026

Przyszłość i przeszłość

Zatrzymała mnie dziś myśl na chwilę, spoglądając na dzieci i ich marzenia. Ich pragnienia, ich zachwyt nad czymś i to pociągnięcie ich ku czemuś, co widzą. Samego mnie pociągnęło coś gdy byłem dzieckiem. Zapragnąłem ujrzeć siebie w czymś; wtedy widziałem obraz człowieka wykonującego swój zawód, obraz w którym człowiek swoje umiejętności doprowadził do kunsztu. Dziś wracam do siebie z tamtych lat i widzę, jak wielka jest ta chwila zachwytu dziecka nad czymś, tym bardziej, że dziś mogę powiedzieć, iż sam posiadłem owy kunszt, który nie obserwuje z oddali jak wtedy, ale jest on obecny we mnie.


Lubię to zdjęcie, choć ma w sobie cień, cień dnia, ale może to właśnie ten kolor, jego krwistość powoduje we mnie zgodność, przecież życie jest kroplą i promieniem. Pozostaje dumny z faktu, że potrafię radować się, być pełen humoru, a jednocześnie przyjmuje to, gdy nie potrafię czegoś, gdy nie widzę horyzontu. 


Wszystko tu jest tylko, jedynie wycinkiem sekundy. Życie zaś składa się z mil świetlanych.



sobota, 29 sierpnia 2026

Wdzięczność

Dziś dotknęła mnie myśl o wdzięczności, słowo dziękuję, dziękuję Boże, że mnie kochasz i jesteś w każdej sekundzie ze mną.

Jakże to cudowna myśl, że On jest zawsze, nieprzerwanie, jest bardziej i głębiej niż tlen, bez którego życie nie istnieje, jest bardziej obecny niż woda, bez której umieramy, a okazuje się, że prawdziwa śmierć to brak Jego.

Jakże pragnąłem być, być może w tej drodze męskiej skuteczności, być aktorem, a okazuje się, że On pragnie, bym widział, że już dawno przekroczył On we mnie znaczenia pewnych słów. Jako dziecko spędzałem godziny za dnia na śpiewie, myśląc, że nie będę w stanie w pełni głosu odkryć, a On wręcz pokazuje mi, że potrafię odkryć i uwolnić głos, słuchając siebie.

Przez wiele lat byłem niewolnikiem systemu edukacji, który mówi, że trzeba mieć szkołę, a okazuje się, że można przekroczyć edukację szkolną, widząc szerzej pewne rzeczy. Dlatego jakże złudne są porównywania, jakże ulegamy wymyślonym standardom.

Dlatego jakże ważnym pytaniem jest: czego pragniesz?

Często boimy się pragnień, bo próbujemy je włożyć w rzeczywistość czasu, nie jesteśmy cierpliwi i przypisujemy sprawom ludzkim metrykę, która równa często jest pokonaniu 10 metrów przez kurę znoszącą 5 jajek.

Jakże trzeba uważać, słuchając „profesorów, mistrzów”, bo sam tytuł czy doświadczenie nie oznaczają jeszcze mądrości i otwartego umysłu.

Trzeba się wsłuchać we własne serce i się go nie lękać. Nie myśleć o nim, że jest ciemne, a jednocześnie wiedzieć, że droga wymaga tego, byśmy byli dojrzali, że taka bądź inna umiejętność, czy też fach, wymaga mądrości, o niej rzadziej myślimy.

Widzimy umiejętność, widzimy tak zwany sukces, a nie zastanawiamy się i nie ma w nas podziwu nad mądrością, gdyż nawet nie wiemy, czy ktoś ją w ogóle posiada, tak jakby nie była potrzebna.




piątek, 21 sierpnia 2026

W Nim

Myślę, że człowiek nigdy już nie jest tym, kim został zdefiniowany, to znaczy człowiek przekracza zawsze te definicję, gdyż rozpostarta jest nad nim tajemnica. I owszem dążymy do czegoś, coś pragniemy osiągnąć, kimś się stać, albo stać się jak ktoś. Jednak ten stan jedynie istnieje na ułamek sekundy kiedy go nazywany, podobnie jak fakt, że nad naszą głową przeleciał ptak. I było to prawdą wczoraj, wczoraj on przeleciał i ślad tego pozostał w nas, dziś jednak nad naszą głową wznoszą się inne rzeczywistości, które nie mogą nam umknąć.

Fakt umykania to rodzaj pół życia. Często miałem kłopot z tym, gdy ktoś pytał kim jestem? Albo ktoś mnie przedstawiał. Nigdy oczywiście nie było to kłamstwem, lecz człowiek zawsze jest po drugiej stronie rzeki, ludzie zaś często pragną patrzeć na pływające w rzece ryby, których już nie ma. Prawdą zawsze jest chwila spotkania dwóch światów w jednym świecie. Choć wszyscy pozostajemy ludźmi jak bardzo potrafimy się różnić i myśleć o czymś zupełnie innym. Jak bardzo potrafimy się nie spotykać i spotykać z sobą i z innymi pośród nas.








wtorek, 5 maja 2026

Jezu, Ojcze, Duchu Święty...

 Jezu, Ojcze, Duchu Święty...

Dziś to taka pierwsza noc i chwila w moim życiu, w której myślę o Tobie, a zarazem o Was. Piszę te słowa, a jednocześnie nie pojmuje ich znaczenia. Pragnę mimo to, rozłożyć swe dłonie i ramiona, by stanąć przed Tobą. I być nagim, nic nie mieć i nie widzieć tego, co widzę, bo wszystko to, mnie oszukuje - To znaczy próbuje to zrobić. Zbyt bowiem ufamy naszym oczom, naszym uszom, myślimy o nich jak by były tylko ludzkie, a one są połączone z duszą, z Tobą.

Żadko też zdarza mi się modlić by moje słowa były czyste, by moje myśli mogły ocalać te rzeczywistość. Kiedy bowiem wstaje rano pierwsza myśl zdradza, odsłania całego mnie.

Pragnę widzieć Ciebie, pragnę widzieć tysiące kwiatów które kładziesz przed moimi stopami każdego dnia, a ja często ich nie widzę, widzę za to zwiędłe liście, ludzkie liście. 

Tylko ludzkie.

Zupełnie zapominam, że patrząc mam widzieć duszę, która istnieje, a nie ciało - tylko ciało. Ciało jednak jest pomostem do Ciebie. 

Jest ono odbiciem tego wszystkiego czego się lękamy w sobie samym, Ty jednak mówisz by na nie spojrzeć i się nie przerazić.

Uczyniliśmy z Nim obraz rozpaczy, Ty jednak przywróciłeś mu godność całej duszy.