poniedziałek, 30 listopada 2015

Kim?

Nie zachodzi taka wiedza w człowieku, wiedza pojęcia wszystkiego. Otóż nie, to nie jest możliwe, lecz przez ciągłość pytania kim dziś znów jestem, to kim i jaki? Można przez to spojrzeć i powiedzieć jestem, jestem Anną, Karoliną, Patrykiem, Krzysztofem.



A D W E N T

Myśle jednak, że zbyt szybko mówimy o końcu świata z kolei dobrze, że o nim mówimy, że w ogóle istnieją takie rozmowy i myśli, przejęcie się i możliwa trwoga.

Jednak Bóg daje nam czas na nawrócenie. Daje światu i człowiekowi czas. Jak gdyby ten czas był nieskończony, lecz jest skończony. Każda chwila zbliża nas do tego skończenia, minuta życia. Niemożliwe jest inne skończenie, skończenie całości ludzkiego wnętrza. 

Zmieniać się fizycznie moge, bowiem zauważam to. To wspaniałe, to dozwala patrzeć na życie jako niebywałom drogocenność. Jedno życie, jedne chwile, jeden człowiek, jedne rozmowy, wszystko jedne, niezwielokrotnione. Jedno takie spojrzenie, które się już nie potwórzy. I mimo tego wiem, postać tego świata przeminie, lecz nie tylko tego brutalnego również tego pięknego.

Przedłużeniu ulegnie coś innego, co już dziś zauwarzam. Fizyczność przemija, lecz pogłębiona ciągle jest sfera, którą fizyczność jedynie oplata i to dzieje się już tu. 

Samo pragnienie, całość ludzkich dobrych pragnień, to coś więcej niż dłoń mogąca je urzeczywistnić, a jednak przez dłoń zachodzi. Wiem, że ta idąca siła od środka - sfera wnętrza, bo o nią tu chodzi. Ona to każe myśleć mi i wierzyć, że mimo przemijania fizyczności, ona zostanie przedłużona, przeniesiona, przejdzie przedziwną droge, której w prawdzie nie rozumiem, lecz która sie stanie.

I dlatego myśle ważne jest by się już Cieszyć, tu i teraz. Być tu, to oznaka potrzebnej nam wiary, by się radować z tego przyjścia Chwały Boga już tu, to oznacza ostateczną chwale Boga na którą już dziś Bóg przecież dozwala, od tak dawna.

Słowom Boga samego trzeba wierzyć. To ma swój zasięg na wszystko inne.
 Bóg mówi proś, a oczyma Twojej wiary tak się stanie. Bóg ofiarował ogrom zapewnienia by uwierzyć i żyć w tą Chwałe ostatecznego zwycięstwa. 

Trzeba patrzeć na świat rzeczywistością dobra, stawania się dobra i dobra, które jest nieuniknione przez Jezusa. 

Bóg mówi:
Raduj się teraz, dziś twe serce płonie, raduj się i niech w sercu gości ogień rozpalenia. Bóg już przychodzi, już w pełni jest.

A ten koniec świata będzie przyjściem do tego świata, nie tylko do tych którzy Bogu powiedzieli tak, lecz i tak będzie. Chodzi tu o cały świat, o ten zepsuty świat. Zepsutego człowieka. Do tych którzy mimo słów braci nie słuchali.
Do nich sam Bóg przyjdzie. I tylko Bóg sam wie, co uczyni. 

Obawiam się jednak, że Bóg jest dziś i przychodzi, On jest blisko każdego! A to oznacza, że sam człowiek mówi, tej bliskości, mówi: "nie"

Powiedz dziś:

"TAK"

A gdyby tu chodziło, że świat się kończy, lecz ten świat SERCA. 
Koniec świata nastaje tylko i aż w SERCU, jest KONIEC, lub POCZĄTEK. 

ŚMIERĆ albo ŻYCIE w SERCU,

TWOIM WŁASNYM SERCU. 

O CIEBIE TU CHODZI!







sobota, 28 listopada 2015

Poznanie

Podejme się tematu szalonego, bowiem mam wszystko by o tym napisać otóż mam ograniczony umysł. I w tym ograniczeniu zechce napisać o Bogu. Czy jest możliwe by człowiek to uczynił? Jakim sposobem?
Czy przez umysł? Serce? Rozum? Intelekt? Uczynie to przez niewiedze, krocząc drogą mgły, która opada, gdy się długo idzie. Czuje, że ludzki umysł jest zanurzony w świetle. W świetle przez pewną ludzką czystość serca, nie nieskazitelność, przez naprawe tego serca.

Ciągle jesteśmy naprawiani od środka. Dotykani od wewnątrz
- przekłuci dłońmi delikatnymi jak soczystość owocu. Coś, co staje się tak delikatnie, a zarazem stanowi swą dostrzegalność, mając kształt.






Projekt Serce

28.11.2015, 20:00
Klub Kazimierz
Dziękuje Wszystkim za Przybycie!






"Wewnątrz"

Boromeusz - imię bohatera mojej książki
Czekałem na to ponad 10 lat.
Mając bowiem 14 pomyślałem. Chciałbym kiedyś to zrobić, to jak marzenie, które jest wyborem. W świecie dziecka wszystko jest marzeniem, możliwym. W świecie dorosłego człowieka to marzenie istnieje nadal, lecz trzeba je przekłuć wyborem.
Zestawić na równi z wyborem.

...

Niesłychane jest to, że niby mógłbym wybrać kilka dróg przez tą wyobraźnie, przez wszystko inne, co wspiera, co dozwala na to, by słowa mogły mieć taki kształt i znaczenie, lecz jednak powstają te a nie inne słowa.
Inne może by nie powstały?

Jeszcze nie wiem jaki będzie koniec.




Do Ludzkości jaką znam i jakiej nie znam. Wreszcie do siebie samego.

Chyba nigdy do końca nie będzie mnie interesował teatr jako odtwórczość powielania tego wszystkiego, co już było. Wszystko jednak nadal się staje i dokonuje bowiem mianownik ten sam, tożsamy dla wszystkich, jest nim życie. Te same miejsca, sytuacje i bóle, radości, fascynacje. Tylko nie koniecznie przekłute jest to tym moim własnym ja. Jak gdybyśmy chcąc przybliżać się do życia jednak przez same odtwarzanie, a brak doświadczania go wewnątrz oddalali się.

Świat, stan mój z teraz przecież ingeruje we mnie tak brutalnie, lekko i subtelnie. Jednak zatem zachodzą te rzeczy dlatego, że żyje. Mówmy o tym, co się staje w nas. Czy zatem nic się nie staje, że tylko ciągle nieustannie odtwarzamy? Nie tylko odtwarzamy, robimy coś przeciwnego niż winniśmy.

Sądze, jestem przekonany!
Panu M. i wielu innym każdego czasu istotnie, nie chodziło, by ich teksty były powielane, odtwarzane.
Panu M. chodziło by, aż o życie. Wyławiał z tego doświadczania życia całości, cząstki, które są do dziś. I o ile przyjmowanie formy samo w sobie nie przeszkadza w tym aktywnym życiu, można tak czynić, lecz jakże pozbawia się dziś tego czynnika własnego - przeżywania idącego bardziej dosadnie i w głąb niż ta analiza tego, co jest w dziele.

Przecież wszystko to zachodzi bez silenia się nadmiernego gdy jednak żyje, żyje i myśle. Gdy tli się we mnie pragnienie bardziej dotyku tego widza, zatrzymania kim on jest? Co mu powiedzieć? Co powiedzieć samemu sobie?
Może o własnej nieudolności? O błąkaniu się?

Pan R. Pan S. Każdy z nich mógł o tym już pisać, lecz tym razem to Ja pytam. Pyta nowe życie z nowego czasu. Czasu tak tożsamego, lecz innego.

Bowiem gdybyśmy się zatrzymali li i tylko na tym odtwórczym działaniu,
Czy czasy obecne dawały by o sobie znać?
Że są i jakie one są? Może są w jakiejś swej niewypowiedzianej ciszy? Czy powstało by coś nowego, nurty? Poglądy i treści? Znów wyłowione z tych meandrów szalonego świata, który znów potrzebuje wydobycia piękna? Piękna, którego nie trzeba wydobywać, wszak ono jest, trzeba jedynie znów je dostrzec i wskazać, że istnieje, czy aby tak?

I zastanowiło mnie to.
Coś nowego? czy istnieją rzeczy nowe?
Czy jest określony fenomen jednego człowieka? Człowieka tych czasów? A dziś ich nie ma? Są?

W tym świecie wszystko jest, świat jest niewyczerpany i to nie wiedza uwydatnia, nie szaloność umysłu i wielkość tego konkretnie człowieka. On, ten człowiek ma w sobie otwartość patrzenia i dostrzega tego, co istnieje w tym świecie.
Pod tym względem światło już istniało i było od zawsze, lecz człowiek musiał dostrzec tą oto możliwość, coś się w nim dokonać musiało..., lecz potencjał ciągle ten sam, przez i pewną ludzką gotowość.
Bowiem świat ciągle istniał. Światło ciągle było możliwe i istniało przed Edisonem. Ogień ciągle był możliwy do uchwycenia nim kszesiwo przez człowieka zostało użyte, lecz on zrobił to jako pierwszy. Człowiek zawsze robi wszystko jako pierwszy i jedyny w chwili czasu jaki jest.

Czy dziś, Czy dziś jesteśmy gotowi? Czy jesteśmy Otwarci?
Czy istnieje ta przedziwna otwartość wnętrza? Czy Otwartość człowieka dziś istnieje?

Bez tego umieramy.

Pan K.




Zmora!

Zmorą naszych czasów są dziś te liczne portale. Dzieje się tak z wielu powodów.
Główny podstawowy to taki, że nie poznajemy się na żywo. Nie idziemy ku życiu. To szalenie spłyca relacje i prawde.
Te połączenia w których udział bierze umysł, serce - całość człowieka ma się wydarzać w życiu. Bowiem jakich słów używać tu, jak pisać? Skoro one w rzeczywistości są wielokrotnie głębsze, co znaczy nie chcę sobie tu na nie pozwolić, by te słowa zamiast w życiu pojawiały się tu. Każde słowo winno być usłyszane żywo, by mogło spotkać się z tym całym bogactwem kryjącym się w drugim człowieku, by mogła zajść ta dynamika. Dynamika o której już pisałem. Gdy to się nie staje pojawia się pewne niespełnienie. Bowiem spełniają się tylko rzeczywistości ludzkie, gdzie człowiek widzi się z człowiekiem.
To nawołanie Wyjdź z domu i żyj!

To jest trudne, bowiem istnieje grunt tego, dlaczego wirtualność przejeła to, co ma się wydarzać w życiu. Otóż życie wymaga otwartości, otwartości, która tu nie jest potrzebna, ograniczyliśmy słowa do informacji. Przenosimy to wszędzie.

Nie rozmawiamy! Nawet w życiu nie rozmawiamy!
Pisze to, bo ważne jest by dostrzec prawde tego gdzie jesteśmy.

Jak nie masz czasu, jesteś zaganiany, nie masz czasu na drugiego człowieka, znaczy, że daleko Ci by życie nazwać życiem.

Obudź się!!